Kategorie: Wszystkie | Inne | NBA | Nice One | PL | Reprezentacja | Rynek
RSS
piątek, 29 kwietnia 2011
Celtics po raz trzeci wyeliminują ekipę Jamesa?

W trzech ostatnich rozgrywkach post season ekipa z Bostonu wysłała LeBrona na wakacje. W 2008 i 2010 roku Cleveland Cavaliers nie sprostali Celtics. Przegrywali serie odpowiednio 3-4 oraz 2-4.

LBJ jest świetnym koszykarzem, jednym z najlepszych w obecnej erze. To nie ulega wątpliwości. Ale i tak haters gonna hate (od razu się przyznam, nie przepadam za Jamesem, ale hejterem to ja jestem piłkarskiej Barcelony). Bo nie ma pierścienia. Bo zamiast stać się legendą Cavs, wolał połączyć siły z innymi bardzo dobrymi zawodnikami. Bo jest chamem. Bo to, bo tamto. Zawsze coś się znajdzie.

Obarczenie odpowiedzialnością tylko i wyłącznie jego za ewentualne niepowodzenie Heat będzie idiotyczne. LeBron ma obok siebie Dwyane'a Wade'a, Chrisa Bosha, niezłego zadaniowca Jamesa Jonesa, więc dlaczego mieć pretensje tylko do znienawidzonego LBJ-a? Chyba, że będzie wyraźnie odstawał poziomem, kaleczył rzemiosło w każdym calu. Jeżeli byłej gwieździe Cavs gra nie będzie się kleiła, to Wade wspólnie z Boshem powinni wziąć ciężar gry na siebie. Po to sprowadza się gwiazdy i nie uzależnia gry zespołu od jednego koszykarza. Powstrzymanie jednostki jest zdecydowanie łatwiejsze niż kilku zawodników jednocześnie.

Wade może zrobić różnicę w spotkaniach z Celtics. Jest w stanie samodzielnie udźwignąć ciężar gry. Nie chce mi się wierzyć, że to samo zrobi Bosh. W Big 3 jest tym trzecim. Nie należy nazywać go tłem dla Wade'a i Jamesa, ale nie jest typem zawodnika, który zmienia losy spotkania.

W serii z 76ers statystycznie wypadł nieźle (notował średnio po 19,8 punktu i 9 zbiórek), lecz teraz jego bezpośrednim przeciwnikiem na pozycji numer cztery będzie Kevin Garnett. W pierwszej rundzie z Knicks miał udane przetarcie z Amare Stoudemirem (trzeba dodać, że jego kontuzjowane plecy też zrobiły swoje). Ale to nie walka pomiędzy silnymi skrzydłowymi przeważy szalę na korzyść którejś z ekip.

Forma/powstrzymanie Rajona Rondo będzie kluczem do sukcesu Celtics/Heat. Rozgrywający Bostonu nie jest wytrawnym strzelcem z dystansu, więc odpowiednie bronienie dostępu do pomalowanego przed penetracjami powinno załatwić tylko tę jedną sprawę.

Jeżeli Rondo nie będzie mógł wjeżdżać pod kosz, powinien dogrywać piłki na łuk, gdzie znajdzie Paula Pierce'a oraz przede wszystkim Raya Allena. Trudno jest mi wyobrazić sobie sytuację, kiedy zarówno jeden, jak i drugi będą rzucać fatalnie, choć… I tu robota należy do Jamesa i Wade’a. W regular season Celtics w starciach z Heat trafiali ze świetną skutecznością zza łuku. 45% zrobiło swoje. Doc Rivers cieszył się z trzech zwycięstw na cztery możliwe nad ekipą Erika Spoelstry.

 

TYP: 4-3 dla Celtics - nie ukrywam, że lubię tę drużynę. Równie dobrze to Heat mogą wygrać w siedmiu meczach, bądź też w sześciu.

KLUCZOWI ZAWODNICY:

Rajon Rondo - w Miami nie ma „jedynki”, która posiada umiejętności zbliżone do niego.

Chris Bosh - nie może cackać się z Garnettem, ale równocześnie musi być obojętny na jego prowokacje. Nie odwróci losów żadnego ze spotkań, natomiast będzie niesamowicie ważnym trybem.

piątek, 18 lutego 2011
Griffin zawładnie Los Angeles?

Zapraszam: KLIK.

piątek, 11 lutego 2011
Ray Allen! He did it

Reggie Miller potrzebował 1389 spotkań, aby trafić 2560 trójek. Rayowi Allenowi wystarczyły 1074 gry do pobicia tego rekordu. Kiedy publikuję ten wpis, trwa przerwa między połowami w spotkaniu Celtics - Lakers, a na koncie obrońcy gospodarzy widnieje okazała liczba 2561.

Trzeci w kolejności jest Jason Kidd z 1752 trafionymi rzutami z dystansu. Przepaść między zawodnikiem Dallas Mavericks a koszykarzem Boston Celtics doskonale ukazuje wielkość pierwszej dwójki.

Praise the master.

Miller, współkomentujący starcie Celtics z Lakers, złożył gratulacje nowemu liderowi podczas meczu. Pomiędzy pierwszą a drugą kwartą na parkiecie pojawiła się rodzina Allena.

Ray nie mógł znaleźć lepszej okazji na pobicie rekordu Millera niż mecz pomiędzy dwoma odwiecznymi rywalami.

"But one thing that I did learn over the course of my career - and every kid, everybody should know this, and even if you watch the game closely - what makes the great players in this league great is the ones that do the simple things consistently over and over again."

To słowa Allena. Mógł dodać, że w jego przypadku tą prostą rzeczą jest trafianie rzutów za trzy.

Tagi: Ray Allen
03:29, piotrek.adamczyk , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 lutego 2011
Tym razem bez double-double

Phoenix Suns - Oklahoma City Thunder 107:111

Marcin Gortat znowu nie zagrał dwóch wyrównanych połów. W drugiej kwarcie był zagubiony jak cała ekipa Suns. Nie wychodziła mu gra tyłem do kosza.

Nowe życie wstąpiło w niego po przerwie (w Suns też). Zanotował dwa efektowne dunki, po których śmiało mógł powiedzieć: In your face KD! Może sprowokowałby grzecznego chłopca do wymiany zdań tak jak przed paroma dniami Chris Bosh.

Gdyby nie słaba skuteczność rzutów z gry (zaledwie 3 udane próby na 10, do których dołożył 4/6 osobistych), Polak mógłby zaliczyć dzisiejszy mecz do udanych. Pozostał niedosyt (bo przez trzy ostatnie mecze był najlepszym strzelcem Suns, a ja chcę całą rękę, kiedy oferuje mi się palec?).

Świetnie oglądało się Gortata stawiającego zasłony, był drugim zbierającym (8) w drużynie po Channingu Frye’u (9), ale brak trafień rzutuje na ostateczną ocenę. Podobnie jak na jego pewność siebie.

W pewnym momencie doskonale było widać, że niepowodzenia trochę przytłoczyły Polish Hammera. Znalazł się w dogodnej pozycji, ale zamiast rzucić, wolał oddać piłkę Steve’owi Nashowi, który, choć jest drugi w klasyfikacji asyst na mecz, nie powinien do nikogo mieć pretensji o brak nominacji do Meczu Gwiazd (nie spełni swojej obietnicy, miał wykonać wsad podczas ASG). Wybrany na rezerwowego Russell Westbrook zaprezentował się lepiej w starciu z kanadyjskim rozgrywającym.

Porażka z OKC kończy domową serię gier z bilansem 3-2. W nocy z poniedziałku na wtorek podopieczni Alvina Gentry’ego zmierzą się z Golden State Warriors.

06:10, piotrek.adamczyk , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 stycznia 2011
Gdzie jest obrona? Knicks roznieśli Suns

Dziś Alvin Gentry dobitnie udowodnił, że Marcin Gortat nie jest dla niego pierwszą opcją na pozycji numer pięć. Może widział jego mecz z Milwaukee Bucks jeszcze w barwach Orlando Magic (Andrew Bogut kręcił Polakiem, jak chciał), dlatego też obawiał się kompromitacji z pojedynku z Amarem Stoudamirem, głównym kandydatem do MVP sezonu zasadniczego. Były gracz Suns przypomniał się kibicom z Phoenix, notując 23 punkty oraz 9 zbiórek.

W miejsce Robina Lopeza, starterem był Josh Childress, który dziś się nie sprawdził. A kto się dziś w Suns sprawdził? Vince Carter zagrał na przyzwoitym (przeciętnym?) poziomie (19 punktów, 4 zbiórki), podobnie Steve Nash (14 punktów, 9 asyst). Goran Dragić pozytywnie zaskoczył (17 punktów, lecz zaledwie 2 asysty). Na Knicks było to zdecydowanie za mało.

Nowojorczycy zdobywają najwięcej punktów na mecz. Dziś było ich 121. Suns nie wyszli z setki (96).

Knicks mogą podziękować swoim rywalom za niewielkie utrudnienia w drodze do podwyższania średniej punktowej na spotkanie. W Phoenix nie ma obrony. Gospodarze ponownie sromotnie przegrali walkę na deskach (34:59). Miazga.

W defensywie Gortat zagrał dość średnio, natomiast o jego wyczyny w ataku lepiej nie pytać. Przestrzelił wszystkie trzy rzuty, choć pozycje, z których je oddawał, nie były trudne. Szczególnie ta, kiedy minął rywala, by po chwili nieudanie wykonać reverse lay-up. W ciągu niecałych 13 minut gry, pięciokrotnie zebrał piłkę, trzy razy faulował, miał dwie straty i jeden blok.

Najszczęśliwszym człowiekiem na parkiecie był Raymond Felton. Wykręcił pierwsze w karierze triple-double (23 punkty, 10 zbiórek, 11 asyst). Bezbłędny w ataku (6-6, 2-2, 0-0) był wybrany w Drafcie 2010 z 39. numerem Landry Fields.

poniedziałek, 03 stycznia 2011
Fatalna końcówka Suns, wyrównany rekord kariery Gortata

Jak nie grać w końcówce pokazali dzisiejszej nocy koszykarze Phoenix Suns w meczu z Sacramento Kings.

Marcin Gortat niepotrzebnie (możliwe, że przypadkowo) sfaulował DeMarcusa Cousinsa. Nieprzepisowe powstrzymywanie nie przeszkodziło mu w trafieniu do obręczy. Dodał do niego jeszcze punkt z linii. A było tak pięknie, MG przecież zablokował Cousinsa nieco wcześniej...

Następnie Suns kompletnie nie mieli pomysłu, jak rozegrać akcję (błąd 24 sekund!). Gospodarzom nie pozostało nic innego, jak wykorzystać sytuację. Run 19:2 przez ostatnie pięć i pół minuty dał zwycięstwo 94:89.

Jeżeli jesteś kibicem ekipy z Phoenix i nie chcesz jeszcze bardziej się załamać, nie czytaj do końca tego akapitu. Na tablicach doszło do istnej rzezi niewiniątek. Goście sromotnie przegrali tę walkę 32:60.

Mimo wszystko, Gortat może zaliczyć to spotkanie do udanych. Wyrównał rekord kariery w liczbie zdobytych punktów (16, 6-10, 0-0, 4-7), trzykrotnie udało mu się zablokować rywali. Zanotował również 6 zbiórek, 3 faule, 1 asystę. Po raz kolejny nie był starterem, lecz zagrał dłużej (35:30) niż wybiegający w pierwszej piątce Robin Lopez (12:15). Coraz lepiej przebiega jego współpraca ze Stevem Nashem.

Gdyby jeszcze tylko wyniki jego zespołu były inne.

 
1 , 2
Liczniki odwiedzin