Kategorie: Wszystkie | Inne | NBA | Nice One | PL | Reprezentacja | Rynek
RSS
piątek, 16 lipca 2010
Krakowianie poniosą koszty?

FK Szawle - Wisła Kraków 0:2. Zgodnie z przewidywaniami podopieczni Henryka Kasperczaka pokonali litwińską ekipę.

Przed pierwszym gwizdkiem spodziewałem się wielu pomyłek nowopowstałego bloku defensywnego Wisły Kraków. Czwórka obronna w składzie Erik Cikos, Cleber, Mateusz Kowalski oraz Junior Diaz diametralnie różni się od tej, która biegała po boiskach w poprzednim sezonie. Nie ma już Arkadiusza Głowackiego, ikony nowożytnej Wisły (przeszedł do Trabzonsporu), krakowianie nie odrzucili oferty PSV Eindhoven i sprzedali Marcelo. Nie zdecydowano się na wykupienie wypożyczonego z Regginy Pablo Alvareza, a Piotr Brożek został przesunięty na lewą pomoc. Na dodatek do gry między słupkami oddelegowany został sprowadzony w letnim okresie transferowym Milan Jovanić.

Czekałem na poważny błąd, wynikającąy z braku zgrania tychże graczy. Moje obawy nie były bezpodstawne, ponieważ na tle lepszego przeciwnika niż wczorajszy ta sama formacja zaprezentowała się niezadowalająco. W sparingu z Hannoverem 96 dopuściła do utraty trzech goli, a po wejściu na boisko Gordana Bunozy (kolejny nowy zawodnik, zastąpił Diaza w 72. minucie) straciła jeszcze jednego. Arbiter podyktował rzut karny po faulu… Bunozy (po obejrzeniu tego skrótu trudno określić, czy przewinił przed „szesnastką”).

W czwartek obyło się bez fatalnych w skutkach pomyłek. Głównie dlatego, że ofensywa gospodarzy nie była w stanie stworzyć zagrożenia pod bramką Jovanicia. Serbski bramkarz przez zdecydowanie większą część potyczki był bezrobotny. Mecz w Krakowie powinien być już tylko formalnością, choć w przypadku Wisły lepiej nie nadużywać tego określenia, pamiętając jej wyczyny (nie tylko wywołujący traumatyczne wspomnienia dwumecz z Levadią Tallinn) z poprzednich lat.

W kolejnej rundzie eliminacyjnej krakowianie natrafią na lepsze formacje atakujące. Nawet w polskiej lidze są drużyny, które z przodu prezentują się lepiej niż Litwini. W pierwszych kolejkach sympatycy aktualnego wicemistrza Polski będą niespokojni, lecz z meczu na mecz współpraca pomiędzy nowymi nabytkami powinna się zazębiać. Tyle, że strata punktów na początku rozgrywek może okazać się trudna do odrobienia, a błędy popełnione w eliminacjach do Ligi Europejskiej poskutkują brakiem Wisły wśród 48 ekip ze Starego Kontynentu. Takie koszty przebudowy. Kiedyś musiała nastąpić.

piątek, 09 lipca 2010
Polska w półfinale!

BRAWO!

Podopieczni Jerzego Szambelana pokazali klasę po raz kolejny. Wygrali z Serbami 100:70, co oznacza, że znaleźli się w czwórce najlepszych ekip Mistrzostw Świata U-17 w Hamburgu obok Amerykanów, Kanadyjczyków i Litwinów.

Z tymi ostatnimi zmierzą się w boju o finał, który rozpocznie się jutro o godz. 21.15.

Polacy dziś bardzo dobrze rzucali za dwa (62%). Najwięcej punktów zdobył Tomasz Gielo (24).

Mecz był do obejrzenia na FIBATV.com, lecz nie uiściłem odpowiedniej opłaty, więc pozostało mi śledzenie wyniku. Może spełni się moje życzenie i któraś z polskich telewizji wykupi prawa do transmisji pozostałych spotkań z udziałem Polaków.

Relacja live dziennikarzy Sport.pl.

Król poszedł na łatwiznę

Co to za sztuka zdobywać mistrzowskie pierścienie, gdy u swego boku ma się dwóch wysokiej klasy zawodników? Jakim Królem będzie LeBron James, skoro Miami Heat to drużyna Dwayne’a Wade’a?

LBJ poszedł na łatwiznę. Mógł przeprowadzić się z Ohio, aby pomóc New Jersey Nets w zdobyciu pierwszego mistrzostwa. Mógł po 38 latach dać upragniony tytuł New York Knicks. Mógł zdecydować się na grę w Chicago Bulls i zmierzyć się z legendą Micheala Jordana. Mógł wybrać występy w Los Angeles Clippers i jako rywala zza miedzy mieć Kobego Bryanta. Mógł również zostać w Cleveland, które leży niedaleko jego rodzinnego Akron i z uporem maniaka dążyć do zwycięskich finałów NBA. Te ekipy gwarantowały mu niezaprzeczalne królestwo. Nikomu nie przyszłoby do głowy przejmowanie jego władzy choćby na chwilę.

W tych drużynach mógłby potwierdzić, że jest niepowtarzalną gwiazdą, która potrafi wynieść słabo spisujące się zespoły (Nets, Knicks, Clippers) na wyżyny. Połowicznie udało mu to się Cavaliers. W 2007 roku doszedł do finałów (porażka 0-4 z San Antonio Spurs), w dwóch ostatnich sezonach pomógł w zdobyciu najlepszego bilans sezonu zasadniczego.

Teraz będzie musiał dzielić się berłem z D-Wadem.

11:16, piotrek.adamczyk , Inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 lipca 2010
Oby tak dalej

Możemy być dumni z polskich nastolatków. Zwyciężając z Kanadą, przypieczętowali awans z pierwszego miejsca w grupie do ćwierćfinału Mistrzostw Świata U-17 w koszykówce, które odbywają się w Hamburgu. Oprócz Polaków, kompletem zwycięstw mogą poszczycić się tylko zawodnicy ze Stanów Zjednoczonych, co nie może wprawić nikogo w zdziwienie.

Chłopcy Jerzego Szambelana zaliczają się do jednych z najlepszych koszykarzy na trwającym turnieju. Mateusz Ponitka (Polonia 2011 Warszawa) jest na drugim miejscu w rankingu strzelców (19,4 punktu na mecz), Grzegorz Grochowski (ZKS Stal Stalowa Wola) jest trzeci w klasyfikacji najczęściej asystujących (5,4 na mecz).

Przemysław Karnowski (Katarzynka Toruń) wyrasta na gwiazdę polskiej reprezentacji. Lideruje w zbiórkach (12,2 na mecz) oraz zdobył najwięcej (cztery) double-double. Na dodatek zajmuje drugą lokatę w rankingu najczęściej blokujących (2,2 na mecz).

Ćwierćfinałowe starcie z Serbią odbędzie się w piątek. Początek o godz. 21.15. Wątpię, aby którakolwiek z polskich stacji telewizyjnych zdecydowała się na transmisję. Mimo tego, że byliśmy gospodarzami Eurobasketu 2009, nie przyniosło to powtórki boomu na koszykówkę, jaki był w latach 90. Póki co, pozostaje śledzić relacje statystyczne na FIBA.com lub zarejestrować się na stronie FIBATV.com i uiścić odpowiednią opłatę w celu obserwowania na żywo zmagań naszych reprezentantów.

wtorek, 06 lipca 2010
Finezja jest zbędna

Urugwaj - Holandia 2:3. Obie reprezentacje w drodze do półfinału (w nim również) nie zaprezentowały błyskotliwego stylu, lecz nie przeszkodziło im to, ba, wyraźnie pomogło w awansie do najlepszej czwórki turnieju. Po ekipie Oranje oczekiwało się czegoś więcej. Dopóki są wyniki, nikt w reprezentacji nie ma żalu do nikogo.

„Pomarańczowych” stać było na pojedyncze błyski (na przykład dzisiejsze trafienie Giovanniego van Bronckhorsta, które pewnie zostanie uznane za gola Mundialu), lecz jako całokształt ekipa Berta van Marwijka zaprezentowała się solidnie, bez zbędnych fajerwerków. Podczas ich odpalania na świeżym powietrzu, ktoś mógłby zapomnieć o spoglądaniu w kierunku domu. Rabuś wykonałby włamanie i tragedia gotowa.

Albo powalanie widzów na kolana, albo wyniki. W przypadku Holendrów nawet najlepsza ich drużyna w dziejach z Johanem Cruyffem w składzie nie zdołała wywalczyć złota na Mistrzostwach Świata. W 1974 roku dotarła do finału, przegrywając 1:2 z ówczesną Republiką Federalną Niemiec. Dowodzeni przez Wesleya Sneijdera powtórzyli sukces (w sumie to jest złe słowo, patrząc na potencjał drużyny Rinusa Michelsa) sprzed 36 i 32 lat. Holendrzy również w 1978 roku zagrali w meczu o złoto (bez Cruyffa i Michelsa, za to z Ernstem Happelem na ławce), który zakończył się ich porażką (1:3 z Argentyną po dogrywce).

Zgoda buduje

Główne hasło kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego jest dobrym określeniem tego, co stoi za zwycięstwami Oranje;)

Składem wybranym przez van Marwiijka nie targają poważne kłótnie, chociaż nerwowe wymiany słów się zdarzały. Robin van Persie miał pretensje do selekcjonera, że go zmienił. Podirytowany Arjen Robben pytał szkoleniowca, czy to on powinien kryć Robinho, kiedy ten znalazł sobie miejsce i zdobył gola. Emocje wzięły górę, co nie dziwi. Czy w każdej drużynie, oprócz Argentyny trenera Diego Maradony, jest sielanka? Nie mam na myśli obrażania selekcjonera, co na tym Mundialu już się zdarzyło (Nicolas Anelka nazwał "skur......" Raymonda Domenecha), ale rozmowy, w których rozdrażnienie nie wykracza poza granice zdrowego rozsądku.

Jeżeli jakieś zaostrzone konflikty w reprezentacji Oranje są, nie wychodzą światło dzienne. Chwała zawodnikom i sztabowi szkoleniowemu za to, że potrafią skutecznie trzymać język za zębami. Masowe dywagacje prasy o fatalnej atmosferze to najgorsze, co mogłoby im się przytrafić.

Zmącenie spokoju jest niemożliwe do czasu zakończenia turnieju. Ewentualna porażka w ostatnim meczu spowoduje ataki na trenera oraz piłkarzy, lecz teraz nie ma o co się martwić. Holendrzy są w finale, wszystko idzie po ich myśli. Próżno szukać winowajców, przez których doszło do klęsk, ponieważ one nie wystąpiły.

Jeżeli w niedzielę Holandia rozstrzygnie finał na swoją korzyść w 90 minutach, zanotuje komplet zwycięstw na turnieju w RPA. Hiszpania oraz Niemcy nie mają szans na taki bilans z powodu porażek w grupie (odpowiednio ze Szwajcarią i z Serbią).

23:15, piotrek.adamczyk , Inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 czerwca 2010
Przyszłość GKS-u

Na portalu FutbolNet pojawił się kolejny tekst mojego autorstwa.

Zapraszam do lektury.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
Liczniki odwiedzin