Kategorie: Wszystkie | Inne | NBA | Nice One | PL | Reprezentacja | Rynek
RSS
niedziela, 31 maja 2009
Wykolejorz

- Zasługujemy na mistrzostwo - stwierdził podczas rundy wiosennej Robert Lewandowski w wywiadzie zamieszczonym na portalu Sport.pl. Zamiast strzelać więcej bramek, wolał przyznać swojej ekipie tytuł mistrza, argumentując decyzję atrakcyjnym ofensywnym stylem gry Lecha. Myślę, że przeczuwał nadchodzącą niemoc piłkarzy „Kolejorza”, który zamiast wygrywać, zaczęli remisować swoje spotkania na potęgę. Jego stwierdzenie nie pokazuje pewności siebie, lecz pewną bojaźń co do końcowych rozstrzygnięć.

Poznaniacy świetnie zaprezentowali się jesienią, kiedy to prezentowali najatrakcyjniejszy styl gry ze wszystkich polskich ligowców. Wtedy byli na ustach każdego kibica piłki nożnej nad Wisłą. Wiosną również byli. Tyle, że podkreślano ich remisową passę. Aż ośmiokrotnie dzielili się punktami w ostatnich 11 spotkaniach! Zwycięstwa dzięki trafieniom w końcowych minutach spotkań zostały przyćmione przez wyszarpywanie remisów. Zmęczenie dało o sobie znać? Nic dziwnego.

Największym błędem poznańskiego klubu było pozostawienie niemal niezmienionej kadry na rewanżową rundę rozgrywek. Lech walczył na kilku frontach, więc w takim przypadku oczywiste jest wzmocnienie składu. Zimowe zakupy po prostu były. Nic więcej o nich nie można powiedzieć. Z tego powodu Franciszek Smuda manewrował cały czas tymi samymi zawodnikami, narzekając na coraz częstsze urazy swoich podopiecznych, którzy nie mogli być zastąpieni przez wartościowych zmienników.

Franz zdołał wykrzesać z posiadanego materiału niemal wszystko, co mógł. Trzecie miejsce na zakończenie ligi sprawiło, iż niedługo pożegna się z Poznaniem, a na jego miejscu zobaczymy Jacka Zielińskiego. Gdyby dokonano ciekawych transferów w przerwie zimowej, to poprzedniej nocy Poznań by nie spał, a Smuda nie czekałby na oferty pracy.

19:47, piotrek.adamczyk , PL
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 maja 2009
Papa Pep

Nie tylko Sir Alex Ferguson traktuje swoich piłkarzy po ojcowsku, choć nie szczędzi ostrych słów wykrzykiwanych prosto w twarz (tzw. suszarka), by wyrazić swoją dezaprobatę z nieudanej gry podopiecznego. Josep Guardiola również jest dla piłkarzy nie tylko trenerem, ale także i opiekunem.

Świetnie ukazuje to przykład z ostatnich dwóch spotkań rozgrywanych przez Barcę. W weekendowym starciu z Osasuną pewien 17-latek „Dumy Katalonii” otrzymał czerwoną kartkę. Ten młodzieniaszek, który dopiero rozpoczyna swoją seniorską karierę zwie się Marc Muniesa.

Po decyzji arbitra, Pep wystrzelił z pretensjami w jego stronę, za co sam został wyrzucony z ławki rezerwowych. Dla Barcelony to spotkanie nie miało żadnej stawki, ponieważ już wcześniej zapewniła sobie mistrzostwo Hiszpanii, ale sądzę, że Guardiola zrobiłby to samo w meczu na wysokim szczeblu. Pierwszy zespół Barcy prowadzi zaledwie sezon, lecz zdążył już się zżyć z zawodnikami.

Uczynił to w aż tak wielkim stopniu, iż czterokrotny reprezentant hiszpańskich młodzieżówek (jeden występ w kadrze U-16, trzy w U-17) znalazł się w gronie siedmiu rezerwowych na finał Ligi Mistrzów z Manchesterem United. Wszyscy oprócz małolata Marca odegrali większe lub mniejsze role w krajowych rozgrywkach ligowych i pucharowych oraz w europejskich zmaganiach. Keita, Pinto, Pedro, Gudjohnsen, Caceres, Krkić - w ich towarzystwie drugi najmłodszy piłkarz katalońskiego klubu oglądał ostatnią konfrontację zakończonej edycji LM. Trzeba przyznać, że gdyby nie kontuzje Erica Abidala oraz Daniego Alvesa, Muniesa nie znalazłby się w gronie siedmiu rezerwowych. Z drugiej strony, bardziej doświadczonym obrońcą od tego dzieciaka jest Victor Sanchez (grał nawet w LM), lecz to nie on został wybrańcem Guardioli.

Tata sprawił świetny prezent swojemu dziecku.

21:41, piotrek.adamczyk , Inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 maja 2009
W cieniu Barcy

Cały świat zachwyca się pięknem stylu gry „Dumy Katalonii”, które z malutkimi przerwami jest prezentowane przez piłkarzy Pepa Guardioli przez cały sezon. Zdarzały się potknięcia w Primera Division, jak np. porażka z Espanyolem, niemoc strzelecka w dwumeczu z Chelsea, lecz mimo to, dawno nie było ekipy tak pięknie pokonującej rywali.

Nieco w cieniu Barcelony pozostaje Manchester United. Już nie wygrywa z epickim rozmachem, wyłuskuje jednobramkowe zwycięstwa (np. domowe 1:0 z Middlesbrough, które obecnie znajduje się w strefie spadkowej), ale potrafi zdobyć komplet punktów, co w piłce liczy się najbardziej. Wiem, że tym stwierdzeniem naraziłem się smakoszom futbolu. Tylko proszę pamiętać, iż trofea są wygrywane dzięki korzystnym rezultatom, nie za piękno (które owszem, jest potrzebne) lecz skutecznością.

Podopieczni Sir Aleksa Fergusona w przyszłym tygodniu mają szansę osiągnąć historyczny sukces. Nikt przed nimi nie wygrał Ligi Mistrzów dwa razy pod rząd. Sympatyków „Czerwonych Diabłów” pewnie cieszy forma Cristiano Ronaldo, który przeistoczył się z osiłka znęcającego się nad słabszymi w gracza, który nie zawodzi w starciach z najlepszymi.

ManU triumfowało w tym sezonie w Premier League, Klubowych Mistrzostwach Świata i Pucharze Ligi. Dwa ostatnie trofea są mało ważne. Za to powiększają liczbę spotkań rozgrywanych przez każdy zespół. Należy do tego dodać jeszcze potyczki na drodze do finału LM oraz półfinału Pucharu Anglii. Nie da się nie zauważyć, że drużyna Fergusona dokonuje rzeczy wiekopomnej. Zgarnia kilka tytułów, rozgrywając przy tym masę meczów.

Sir Alex ma pole manewru, jeżeli chodzi o ławkę rezerwowych. Guardiola już nie może być tak pewny dublerów. Dzięki temu, ManU potrafi przetrwać trudy morderczego sezonu. Wątpię, czy Barca zdołałaby rozegrać tyle spotkań w genialnym stylu. To jest po prostu niewykonalne.

Dlatego uważam, że Szkot wykonuje lepszą pracę niż trener Katalończyków. Tak, Barcelona gra oszałamiająco, Guardiola potrafił poskładać bandę gwiazd, ale to Ferguson będzie cieszył się ze zwycięstwa w LM. Wystarczy nadmienić, iż zawodnicy Barcy są słabi w walce w powietrzu. Jak dojdzie do stałego fragmentu gry…

21:24, piotrek.adamczyk , Inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 maja 2009
Gwiazda pozostanie na miejscu

Ireneusz Jeleń przeżywa obecnie najlepszy okres w swojej karierze, co zaowocowało zainteresowaniem ze strony Olympique Marsylia. Wczoraj Polak uciął wszelkie spekulacje i przedłużył o rok wygasający w czerwcu 2010 roku konktrakt z Auxerre, gdzie jest największą gwiazdą zespołu. Ostatnio zaświecił w wygranym 2:0 spotkaniu z Grenoble, w którym oba trafienia były jego autorstwa.

Dlaczego Jeleń nie wybrał OM? Dla wielu zawodników gra w klubie z Marsylii byłaby wielkim wyróżnieniem. Nasz rodak pewnie znajduje się wśród nich. Walczyłby o miejsce w składzie z Mamadou Niangiem, który w tym sezonie zdobył 12 bramek dla Olympique. Tyle samo, co były gracz Wisły Płock dla Auxerre.

Dodajmy do tego, iż piłkarze obu tych drużyn prezentują zupełnie inny poziom. Wystarczy spojrzeć na tabelę: Marsylia prowadzi, Auxerre do niedawna broniło się przed spadkiem (obecnie zajmuje 8. lokatę). Ciekawi mnie, ile bramek strzeliłby Polak, gdyby za plecami miał takich zawodników, jak chociażby Hatem Ben Arfa. Im więcej lepszych kolegów w drużynie, tym można wypracować więcej dogodnych sytuacji strzeleckich. Czy to oznacza, że w OM wygryzłby Senegalczyka z pierwszej jedenastki? Na razie się o tym nie dowiemy.

Ireneusz Jeleń wolał jednak zostać tam, gdzie jest gwiazdą. W Auxerre nie musi walczyć o miejsce w pierwszej jedenastce. Czyżby brak ambicji, bądź pewna bojaźń w konfrontacji z najlepszymi zawodnikami biegającymi po francuskich boiskach, wpłynęły na jego decyzję?

Woli walki nie można mu odmówić na murawie. Gdyby nie on, ekipa ze stolicy Burgundii do ostatnich kolejek walczyłaby o pozostanie w Ligue 1. Na szczęście dla Polaka, zarząd klubu planuje, by ten z powodzeniem walczył o europejskie puchary już w nadchodzących rozgrywkach. To był jeden z czynników, dla którego nie zmienił otoczenia. Oczywiście zdecydowały również sprawy finansowe, o czym poinformował menedżer zawodnika Tomasz Kaczmarczyk na portalu Sport.pl.

A może lepiej byłoby zarabiać nieco mniej, lecz zyskać sportowo? Do końca nie byłoby wiadome, czy Jeleń w innej drużynie grałby w pierwszej jedenastce tak często, jak teraz. W takim układzie lepiej regularnie występować w średniaku ligi francuskiej, niż grzać ławę w jej najprawdopodobniej przyszłym zwycięzcą.

15:35, piotrek.adamczyk , Inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 maja 2009
Replayball

Ten temat zawsze będzie powracał po każdym spotkaniu na szczycie, które drużyna X wygrała przy pomocy błędów sędziego, przez co pokrzywdzona ekipa Y odniosła niesłuszną porażkę.

Po półfinale Chelsea - Barcelona między trzema osobami z mojej klasy (w tym gronie oczywiście ja też się znalazłem) rozgorzała dyskusja, czy arbiter powinien korzystać z powtórek wideo przy podejmowaniu decyzji w spornych sytuacjach. Zgadzam się z tym (bo trudno nie przyznać racji), że wyeliminowałoby to niemal wszystkie błędy popełniane przez rozjemców, lecz jestem zdecydowanie przeciw takiemu rozwiązaniu.

Nie wiem, jak Wy, ale ja lubię emocjonować się pomyłkami trójki sędziowskiej. Niektóre błędy są rażące i pewna część z nich ma wpływ na wynik meczu, ale dzięki temu dochodzi do wielu emocjonujących sytuacji. Piłkarze poszkodowanej drużyny wyglądają wtedy jak stado lwów, które za chwile mają rozszarpać młode antylopy. Trener wyskakuje z ławki rezerwowych, jest uspokajany przez technicznego, czasem wylatuje na trybuny. Piłka nożna straciłaby wiele ze swojego kolorytu, gdyby wprowadzono możliwość podejmowania decyzji po zapoznaniu się z zapisem wideo.

Jeszcze należy dodać, iż długość spotkań przedłużyłaby się, gdyby rozpatrywano każde ze spornych zdażeń. Może dać na każdy mecz po jednej-dwóch możliwości sprawdzenia racji sędziego dla każdej z drużyn? Dzięki temu czas potyczki nie uległby wielkiej zmianie.

Zamiast powtórek, wolałbym, żeby oddelegowano do pracy dwóch dodatkowych sędziów, którzy intensywnie obserwowaliby, co dzieje się w danym polu karnym. Wtedy na pewno zauważonoby ewidentną rękę Gerarda Pique. Po tym zagraniu Tom Henning Ovrebo powinien podyktować jedenastkę. Nie zrobił tego, Michael Ballack gonił za nim przez kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt metrów, po końcowym gwizdku Didier Drogba rzucił do kamery, że "to jest pieprzony wstyd". Gdyby karnego zamieniono na gola, to mielibyśmy finałowe starcie Ligi Mistrzów pomiędzy tymi samymi drużynami, co rok temu.

Po wprowadzeniu powtórek, wszyscy kibice mieliby mniej tematów do dyskusji, gazety nie miałyby o czym pisać. Mniej emocji - mniej atrakcyjności.

20:49, piotrek.adamczyk , Inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 maja 2009
2:6

Ostatni raz co najmniej czterobramkową przewagą zakończyło się Gran Derbi w sezonie 1994/1995. Wtedy to Real na własnym stadionie rozgromił Barcę 5:0, hat-tricka zaliczył Ivan Zamorano. Aż ponad pół wieku temu jedna ze stron zdobyła sześć lub więcej goli. W rozgrywkach 1950/1951 na Camp Nou Duma Katalonii zmiażdżyła Królewskich 7:2.

Jako kibic Barcy powinienem dzisiejszego wieczora szaleć z radości. Właściwie to nie wypada mi siedzieć tu i pisać, tylko świętować zwycięstwo ;) . Cieszę się, ale w moim wnętrzu dominuje nastrój osłupienia. Nie spodziewałem się, że Real dostanie tak tęgie lanie. Równie dobrze mogło się skończyć na 2:8, lecz wydawało się, że piłkarze Josepa Guardioli są łaskawi dla swoich ofiar i stosują średni wymiar kary. Rok temu Katalończycy zrobili szpaler mistrzowskiemu Realowi, gdy jego zawodnicy wychodzili przed meczem na murawę. Dziś to piłkarze z Madrytu powinni uczynić to samo, tyle, że podczas schodzenia zawodników Barcy do szatni.

Real nie istniał w środku pola. Xavi (cztery asysty!) i Iniesta rozegrali fantastyczne spotkanie. Skutecznie wymienali podania, doprowadzając madrytczyków do obsesji. Arjen Robben, który w drugiej połowie opuścił plac gry, nie wierzył własnym oczom. Bezradność wymalowana na jego twarzy mówiła wszystko.

Teraz wszyscy rozumiemy Guusa Hiddinka, który kazał murować bramkę graczom Chelsea. Jeżeli ktoś z Barceloną odważy się pójść na wymianę ognia, to nie ma szans. By ją pokonać, gdy ta jest w pełni formy, trzeba wykazać się taktycznym geniuszem. Nawet Rafael Benitez uważany przez wielu (także i ja jestem w tej grupie) za trenera potrafiącego świetnie przygotować zespół do starć z największymi przeciwnikami, miałby marne szanse na udaną przeprawę ze świetnie dysponowaną Barcą.

22:27, piotrek.adamczyk , Inne
Link Dodaj komentarz »
Liczniki odwiedzin