Kategorie: Wszystkie | Inne | NBA | Nice One | PL | Reprezentacja | Rynek
RSS
czwartek, 30 kwietnia 2009
Londyńska uczta

Pamiętam ofensywnie grającą Rosję z Euro 2008. Trudno nie wspomnieć o przebojowych Koreańczykach z południa, którzy byli rewelacją Mistrzostw Świata 2002. Nie zapomnę PSV Eindhoven, które jak równy z równym biło się w Lidze Mistrzów z AC Milan.

Na zawsze pozostanie w mojej głowie także ultradefensywne ustawienie zawodników Chelsea Londyn w pierwszym meczu półfinału Champions' League z FC Barceloną. Guus Hiddink pokazał się ze strony, z której jest on mało znany. Postawił na murowanie bramki, co przyniosło pożądany efekt. Nawet udałoby się Didierowi Drogbie zdobyć gola, lecz Victor Valdes skutecznie obronił strzał, a następnie dobitkę obywatela Wybrzeża Kości Słoniowiej. Londyńska obrona mogła skapitulować w samej końcówce spotkania, lecz Katalończycy razili nieskutecznością.

Taktyka Holendra zaskoczyła wielu. Spodziewano się wyśmienitego głównego dania, a zaoferowano ciężkostrawną przystawkę. Barca była gotowa do wymiany ciosów, lecz jej rywal wolał schować się za podwójną gardą. Pierwsze starcie pomiędzy dwoma europejskimi gigantami pozostawiło niedosyt.

W przyszłym tygodniu będzie inaczej. Josep Guardiola nie skorzysta z Carlesa Puyola (pauzuje za kartki) oraz Rafaela Marqueza (kontuzjowany, nie zagra do końca sezonu). Obok Gerarda Pique powinien zagrać rezerwowy Martin Caceres, który w obecnych rozgrywkach Primera Division zagrał od pierwszej minuty zaledwie pięciokrotnie. Dzięki temu Chelsea na Stamford Bridge będzie mogła śmielej atakować. Pójście na wymianę ciosów z Barceloną to w pewnym stopniu wykopanie sobie grobu, ale sporządzenie miejsca na pochówek nie oznacza wcale pewnej śmierci. Chelsea ma kim atakować (wspomniany Drogba, a także Florent Malouda, Frank Lampard), a także bronić (John Terry, Michael Essien).

Na pewno zapamiętamy rewanż. Podobnie jak poprzednie twory Hiddinka.

20:25, piotrek.adamczyk , Inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 kwietnia 2009
Z Brożkiem, czy bez, Wisła jest groźna

Póki co, w połowie spełniły się przewidywania Marcina Rosłonia, który stwierdził, że zwycięzcą niedzielnego spotkania Legia Warszawa - Lech Poznań, będzie Wisła. Biała Gwiazda dziś wygrała z Górnikiem Zabrze. By słowa eksperta Canal+ mogły się ziścić, pojutrze na Łazienkowskiej musi paść remis.

Do niedzieli Wisła będzie liderem Ekstraklasy. Wiele osób twierdziło, że bez Pawła Brożka w składzie krakowianie mają minimalne szanse na tytuł, a tu proszę: jego absencja potrwała krócej niż wstępnie przewidywano, a rywale zaczęli gubić punkty. Dziś pokazał, ile znaczy dla swojej drużyny. W drugim meczu po kontuzji (tydzień temu wszedł w drugiej połowie spotkania z Arką Gdynia) zdobył dwa gole, co pokazuje, że w zespole Macieja Skorży wiele od niego zależy, lecz nie wszystko.

W trzech kolejkach, które stracił przez groźnie wyglądający uraz, Wisła zdobyła siedem punktów. Pokazała, że potrafi grać bez swojego lidera. Jedyną stratę punktów pod nieobecność Brożka krakowska ekipa odniosła w Poznaniu. Ciekawi mnie, jakim wynikiem zakończyłoby się starcie z Lechem, gdyby król strzelców w sezonie 2007/2008 wystąpił na stadionie przy ul. Bułgarskiej. Prawdopodobnie Wisła zgarnęłaby trzy punkty i miałaby niewielką przewagę nad pozostałymi drużynami mierzącymi w tytuł.

Brożek udowodnił w minionym sezonie, że stać go na wiele. Leo Beenhakker przed paroma miesiącami stwierdził, że nastał jego czas w reprezentacji Polski. Wychowanek Polonii Białogon Kielce już nie przypomina już chimerycznego grajka, który w jednym meczu strzela gola, jest aktywny, by w następnym przerodzić się w szaraka. Ustabilizował swoją formę. W Polsce jest jednym z najskuteczniejszych zawodników. Na obecną chwilę razem z Takesurem Chinyamą z Legii przewodziw klasyfikacji strzelców (obaj mają po 16 trafień). Sądzę, iż gdyby Brożek miał tyle sytuacji, co obywatel Zimbabwe, byłby samodzielnym liderem.

Obecne rozgrywki Ekstraklasy przynoszą nam wiele emocji. Nie trzeba powtarzać, że dawno nie było tak zażartej rywalizacji o mistrzostwo, jaka jest teraz. Mam nadzieję, że w niedzielę w Warszawie będzie remis. Nie tylko dlatego, że kibicuję Wiśle.

22:30, piotrek.adamczyk , PL
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 kwietnia 2009
Berlusconi w Polsce

 

Sobotni remis 1:1 na własnym stadionie z Lechią Gdańsk był wystarczającym pretekstem dla prezesa „Czarnych Koszul” Józefa Wojciechowskiego, by zwolnić Bogusława Kaczmarka. Za jego kadencji Polonia Warszawa awansowała do półfinału Pucharu Polski, a także zdobyła 10 punktów w czterech ligowych spotkaniach.

Widać, że to było za mało dla Wojciechowskiego. Najwidoczniej presja wyniku w Polonii jest jeszcze większa niż w Bayernie Monachium - 21-krotnym mistrzu Niemiec, 4-krotnym zdobywcy Pucharu Europy. Tam nawet porażki 1:5 z VfL Wolfsburg i 0:4 z Barceloną nie były wystarczające, by zrezygnować z usług Jurgena Klinsmanna, który do końca sezonu raczej nie straci swojej posady.

Wojciechowski tuż po meczu zwolnił także poprzednika Kaczmarka, lecz wtedy można było się dopatrzyć pobudek czysto sportowych. Celująca w tytuł mistrza Polonia spisywała się poniżej oczekiwań, więc prezes stołecznej drużyny chcący odnieść szybki sukces, pożegnał się z Jackiem Zielińskim.

Jaki jest sens zwolnienia dobrze spisującego się szkoleniowca? Teoretycznie żaden. Być może Kaczmarek nie działał zgodnie z wolą swojego szefa. Jeżeli tak jest, to Wojciechowski chyba chce zrobić z siebie Silvio Berlusconiego, który będąc prezesem AC Milan, starał się wpływać na decyzje sztabu szkoleniowego.

Prezes powinien dbać o sprawy klubowe (finanse, umowy z ochroną, zapewnienie odpowiednich warunków treningowych itp.), niezwiązane z wyborem składu na mecz. Od tego jest szkoleniowiec. On widzi swoich zawodników na każdym treningu i najlepiej wie, który z nich jest w formie.

Nowym trenerem Polonii został Jacek Grembocki, do niedawna asystent Kaczmarka. Rady dla niego (i jego ewentualnych następców): szkoleniowiec pracujący w klubie Wojciechowskiego musi osiągać fantastyczne wyniki oraz być potulny jak baranek. Wtedy ma szanse na utrzymanie swojego miejsca.

14:16, piotrek.adamczyk , PL
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 kwietnia 2009
Ma moc, by unicestwić Barcę

 

Kto z Was we wczorajszym meczu Chelsea Londyn - Liverpool FC przy stanie 0:2 typował, że to „The Blues” zagrają w półfinale Ligi Mistrzów? Byliście tego stuprocentowo pewni? Jeżeli tak, to niewątpliwie działo się to dzięki jednej osobie, która nazywa się Guus Hiddink. Dotarł do psychiki swoich piłkarzy, a ci strzelili trzy bramki. Dalszego przebiegu spotkania nie streszczam, choć było gorąco, ale i tak Holender wyszedł zwycięsko z dwumeczu z Rafą Benitezem, przez wielu uważanym za mistrza taktyki, szkoleniowca, który potrafi natchnąć drużynę do najważniejszego starcia.

W Hiddinku widzę jedyną osobę, mającą wystarczające umiejętności trenerskie, by w obecnej chwili pokonać Barcelonę. Poza tym, dysponuje świetnym potencjałem piłkarskim. Drogba, Ballack, Lampard, Terry, Essien - oni z pewnością stanowiliby o sile także innych wielkich klubów.

Holender jest znany z tego, że swoim zespołom nakazuje grę do przodu, co kultywuje w Chelsea, czasem zapominając o tyłach (patrz ostatni mecz ligowy z Boltonem, wczorajsza potyczka z LFC). Hiddink znalazł się w odpowiednim miejscu w doskonałym czasie. Zastąpił Luiza Felipe Scolariego, który nie potrafił poukładać gwiazd.

Piłkarze z Londynu, przywróceni do porządku przez Hiddinka, za wszelką cenę chcą zgarnąć główne europejskie trofeum. Nie udało się to im nawet, gdy Jose Mourinho był ich wodzem na ławce rezerwowych. Gdyby nie ten niemal 63-letni Holender, nie miałbym wątpliwości, że Barcelona, której kibicuję, wygra LM. Teraz się o to boję. Ciekawa gra drużyny ze Stamford Bridge nakazuje liczyć się z tym zespołem. Zwłaszcza patrząc na jego osiągnięcia ze słabszymi ekipami.

Doskonale widać było, że lubił działać niespodziewanie. Czwarte miejsce Koreii Południowej na MŚ2002, półfinał LM z PSV (2004/2005) oraz zwycięstwo w tych elitarnych rozgrywkach (1987/1988) to jego największe sukcesy. Swoich sił spróbował (nie licząc Chelsea) zaledwie w jednym zespole z najwyższej półki, lecz tam mu się nie powiodło. Z powodu słabej formy drużyny zwolniono go z Realu Madryt.

Z całym szacunkiem dla pozostałych ekip: kto wyjdzie zwycięsko z półfinału Barca - Chelsea, pokona swojego przeciwnika w finale. Chyba, że Hiddink podobnie jak w "Królewskich" nie odniesie sukcesu prowadząc europejskiego giganta, a Barca sunąca przez wszystkie rozgrywki jak burza, w tylko sobie znany sposób zostanie pokonana w jednym z najważniejszych meczów sezonu.

16:54, piotrek.adamczyk , Inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 kwietnia 2009
Panie Jurku, po co Panu to było?

Jerzy Dudek niedawno napisał na swojej oficjalnej stronie, że nie żałuje pobytu w Realu Madryt, ponieważ doświadczenie jakie tam zdobył jest nie do przecenienia. Trenowanie u boku Ikera Casillasa, który jest jednym z najlepszych bramkarzy świata z pewnością jest przyjemne. Korzystając z jego metod można dojść do samodoskonalenia się w sportowym fachu.

Można także dojść do kompletnej frustracji. Mógł liczyć jedynie na regularne występy w Pucharze Króla. W zestawieniu z całym sezonem, ta ilość występu to niemal nic.

Casillas jest ikoną w Madrycie. Wychowankiem, który choćby nie wiem co, nie zostanie odsunięty od pierwszej jedenastki, ale był taki jeden, co próbował to zrobić. Pamiętacie czas Vicente del Bosque na Estadio Santiago Bernabeu? Stawiał na Cesara, lecz gdy ten doznał kontuzji w finale Ligi Mistrzów 2002, wpuścił na murawę Ikera Casillasa. I co? Casillas wyśmienicie bronił strzały zawodników Bayeru Leverkusen, potwierdzając, że to on powinien mieć miejsce w wyjściowym składzie.

Panie Jurku, czy nie pomyślał Pan o tym, że przechodząc do Realu przestanie Pan regularnie bronić? Warto było pójść do "Królewskich" mimo tego, iż nie dostaje się szans na regularne występy?

Chyba wiek nie był jedną z przyczyn przejścia na przedwczesną emeryturę. Trafiając do Madrytu miał Pan 34 lata. Mając 40 lat Dino Zoff zdobył tytuł mistrza świata z Włochami. Edwin van der Sar dobija do czterdziestki w Manchesterze United, spisując się przy tym bardzo dobrze. Można być w wieku zaawansowanym, nawet jak na stojącego między słupkami, jednocześnie grając na wysokim poziomie.

Nie przestanie mnie to zastanawiać, dlaczego jeden z najlepszych polskich bramkarzy wolał ławkę w Realu Madryt od regularnej gry w słabszym klubie.

14:49, piotrek.adamczyk , Inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 kwietnia 2009
"Elitarny" Puchar Polski

Od dłuższego czasu próbuje się przywrócić rozgrywkom Pucharu Polski odpowiedni prestiż. Znaleziono solidnego sponsora tytularnego, który finansowo wspiera także Lecha Poznań. Zwycięzca, bądź finalista PP (ewentualnie jedna z kolejnych drużyn ekstraklasy, wszystko zależy od tabeli ligowej) gra w Pucharze UEFA. W tej edycji finał zostanie rozegrany na Stadionie Śląskim.

Wszystko wygląda ciekawie, lecz ustalony termin finału (na dzień dzisiejszy jest to 6 czerwca) mija się z celem. Tego samego dnia reprezentacja Polski zagra w Johannesburgu towarzyski mecz z RPA. Jeżeli w finale PP zagrają Legia Warszawa i Lech Poznań (mogą jeszcze Ruch Chorzów oraz Polonia Warszawa), to będziemy świadkami gry rezerwowych zawodników. Peszko, Lewandowski, Bosacki , a także Roger raczej na pewno zostaną powołani przez Leo Beenhakkera. Oczywiście niektórzy z podstawowych piłkarzy zostaną w swoich klubach, ale gra bez najbardziej rozpoznawalnych zawodników nie dodaje renomy finałowi PP.

Rudolf Bugdoł, wiceprezes PZPN ds. organizacyjno-finansowych, podkreśla, iż nie wyobraża sobie zmiany daty rozgrywania finałowego meczu, choć teoretycznie dałoby się to zrobić. Na dodatek TVN nie zgadza się na przesunięcie spotkania na środę. Oglądalność byłaby za niska, poza tym Stadion Śląski mógłby się nie wypełnić, choć myślę, że na weekendową potyczkę rezerwowych i tak nie przyjdzie 40-50 tys. ludzi.

Żeby było ciekawiej, na arbitra głównego finału PP proponowano Howarda Webba. Nie trzeba pisać, dlaczego polskim kibicom jest on szczególnie nieobojętny. Śmiesznie by wyglądało, gdyby ten Anglik, który w minioną środę poprowadził konfrontację Barcy z Bayernem w Lidze Mistrzów, ostatecznie wylądowałby na świecącym pustkami Stadionie Śląskim, a po jego murawie biegaliby rezerwowi Lecha, bądź Legii.

 

P.S.

Jeszcze się nie przedstawiłem, co robię teraz. Nazywam się Piotr Adamczyk, ale nie zajmuję się graniem w filmach, tylko dziennikarstwem sportowym. Pierwsze kroki stawiałem na Wiadomości24.pl, obecnie piszę dla regionalnego serwisu RadomSport.pl. Dlaczego piłka nożna? Zabrzmi to patetycznie, ale dla mnie jest to najpiękniejszy sport. Mimo tego, że przez niespodziewane wyniki niektórych meczów można przegrać trochę kasy u bukmachera.

14:39, piotrek.adamczyk , PL
Link Dodaj komentarz »
Liczniki odwiedzin