Kategorie: Wszystkie | Inne | NBA | Nice One | PL | Reprezentacja | Rynek
RSS
wtorek, 29 grudnia 2009
Lubimy dobrą piłkę

Rok 2009 był jednym z najgorszych w historii nowożytnej polskiej piłki nożnej. We wrześniu żaden z klubów nie wystąpił w europejskich pucharach, reprezentacja w swojej grupie eliminacyjnej do Mistrzostw Świata wyprzedziła tylko San Marino. Mimo niesprzyjających okoliczności, pogoń 22 zawodników za piłką jest najbardziej popularnym sportem w Polsce.

Nie zmienia tego fakt, iż nasi siatkarze zostali Mistrzami Europy, siatkarki stanęły na najniższym stopniu podium w kontynentalnych bojach. Nie wykorzystano potencjału, jaki niewątpliwie posiada Eurobasket. Nie udało powrócić się do boomu na kosza, jaki miał miejsce w kraju nad Wisłą w latach 90. Sukcesy Justyny Kowalczyk nie sprawiły, że nagle całe masy dzieci rozpoczęły bieganie na nartach.

Nawet PZPN-owski syf nie spowodował regresu popularności piłki nożnej.

Wydaje mi się, że większość Polaków nadal najbardziej interesuje się kopaniem piłki, ponieważ nie śledzi uważnie tego, co dzieje się na rodzimym podwórku. Oczywiście ci ludzie mają świadomość nędzy, jaka maluje się w polskim środowisku piłkarskim, lecz dla nich najważniejsze są sukcesy ich ulubionych klubów, które nie znajdują się w administracyjnych granicach Polski.

Emocjonują się zmaganiami potęg takich jak Manchester United, Real Madryt, FC Barcelona i mają gdzieś w porównaniu do wymienionych drużyn prowincjonalne Lechię Gdańsk, czy Jagiellonię Białystok (bez urazy dla kibiców tych zespołów, to tylko przykłady).

Rodzime rozgrywki przysparzają emocji, ale wysokiego, tfu, nawet dobrego poziomu nie gwarantują. Przypominają ucztę dla masochistów.

Przypuszczam, że wielu sympatyków piłki nożnej nie zdoła wymienić, który trener doprowadził do tego, iż Ruch Chorzów jest rewelacją obecnego sezonu. Za to układ tabeli Premier League zostanie wyrecytowany bez zająknięcia.

Popularność w Polsce tego sportu nie leży w ślepej miłości do krajowych zmagań. Koniunkturę napędzają spektakle rozgrywane na zachód od Odry.

poniedziałek, 28 grudnia 2009
Nice One - odcinek 1.

Minionego wieczoru w NBA doszło do spotkania pomiędzy Detroit Pistons a Toronto Raptors. Gospodarze wygrali wszystkie (to było trzecie) spotkania z Tłokami w obecnym sezonie. To zakończyło się wynikiem 102:95.

Zawodnik pokonanej ekipy wyróżnił się najpiękniejszym zagraniem niedzielnego starcia. Rodney Stuckey trafił do kosza w ten sposób:

23-letni obrońca zdobył w tym meczu 14 punktów (6 na 14 z gry, 2 z 4 rzutów osobistych). Do tego dorobku dołożył 8 zbiórek oraz 5 asyst.

 

P.S.

Ten tekst otwiera cykl, w którym będę umieszczał zagrania z NBA. Te najciekawsze, najlepsze, najbardziej wyrafinowane. Oczywiście w mojej opinii.

Powrót

Witam po niemal trzymiesięcznej przerwie.

Przez ten okres nic nie pisałem na blogu, ponieważ nie miałem czasu. Uroki klasy maturalnej. No i muszę przyznać, że pogniewałem się z weną (publikowałem swoje materiały tylko na RadomSport.pl). Gdyby była, to bez problemu wygospodarowałbym czas, aby napisać na potrzeby tego bloga chociaż jeden tekst na tydzień.

Wróciłem, bo mnie ciągnie do pisania. Dzięki Eurobasketowi, który został rozegrany w Polsce, zainteresowałem się na nowo koszykówką (pierwszy romans był w latach 90., kiedy to w całym kraju był boom na tę dyscyplinę), więc z pewnością ukażą się tutaj notki o lataniu nad obręczą. Ale i tak gała ponad wszystko.

Zapraszam do czytania i komentowania.

12:28, piotrek.adamczyk
Link Dodaj komentarz »
Liczniki odwiedzin