Kategorie: Wszystkie | Inne | NBA | Nice One | PL | Reprezentacja | Rynek
RSS
środa, 26 stycznia 2011
Nice One - odcinek 11.

Na farcie? Na farcie. Weszła? Weszła.

Uwielbiam zdobywanie punktów w ten sposób. Może to dlatego, że często, tfu, czasem szczęście przy oddawaniu rzutów sprzyja również i mi.

sobota, 08 stycznia 2011
Gdzie jest obrona? Knicks roznieśli Suns

Dziś Alvin Gentry dobitnie udowodnił, że Marcin Gortat nie jest dla niego pierwszą opcją na pozycji numer pięć. Może widział jego mecz z Milwaukee Bucks jeszcze w barwach Orlando Magic (Andrew Bogut kręcił Polakiem, jak chciał), dlatego też obawiał się kompromitacji z pojedynku z Amarem Stoudamirem, głównym kandydatem do MVP sezonu zasadniczego. Były gracz Suns przypomniał się kibicom z Phoenix, notując 23 punkty oraz 9 zbiórek.

W miejsce Robina Lopeza, starterem był Josh Childress, który dziś się nie sprawdził. A kto się dziś w Suns sprawdził? Vince Carter zagrał na przyzwoitym (przeciętnym?) poziomie (19 punktów, 4 zbiórki), podobnie Steve Nash (14 punktów, 9 asyst). Goran Dragić pozytywnie zaskoczył (17 punktów, lecz zaledwie 2 asysty). Na Knicks było to zdecydowanie za mało.

Nowojorczycy zdobywają najwięcej punktów na mecz. Dziś było ich 121. Suns nie wyszli z setki (96).

Knicks mogą podziękować swoim rywalom za niewielkie utrudnienia w drodze do podwyższania średniej punktowej na spotkanie. W Phoenix nie ma obrony. Gospodarze ponownie sromotnie przegrali walkę na deskach (34:59). Miazga.

W defensywie Gortat zagrał dość średnio, natomiast o jego wyczyny w ataku lepiej nie pytać. Przestrzelił wszystkie trzy rzuty, choć pozycje, z których je oddawał, nie były trudne. Szczególnie ta, kiedy minął rywala, by po chwili nieudanie wykonać reverse lay-up. W ciągu niecałych 13 minut gry, pięciokrotnie zebrał piłkę, trzy razy faulował, miał dwie straty i jeden blok.

Najszczęśliwszym człowiekiem na parkiecie był Raymond Felton. Wykręcił pierwsze w karierze triple-double (23 punkty, 10 zbiórek, 11 asyst). Bezbłędny w ataku (6-6, 2-2, 0-0) był wybrany w Drafcie 2010 z 39. numerem Landry Fields.

poniedziałek, 03 stycznia 2011
Fatalna końcówka Suns, wyrównany rekord kariery Gortata

Jak nie grać w końcówce pokazali dzisiejszej nocy koszykarze Phoenix Suns w meczu z Sacramento Kings.

Marcin Gortat niepotrzebnie (możliwe, że przypadkowo) sfaulował DeMarcusa Cousinsa. Nieprzepisowe powstrzymywanie nie przeszkodziło mu w trafieniu do obręczy. Dodał do niego jeszcze punkt z linii. A było tak pięknie, MG przecież zablokował Cousinsa nieco wcześniej...

Następnie Suns kompletnie nie mieli pomysłu, jak rozegrać akcję (błąd 24 sekund!). Gospodarzom nie pozostało nic innego, jak wykorzystać sytuację. Run 19:2 przez ostatnie pięć i pół minuty dał zwycięstwo 94:89.

Jeżeli jesteś kibicem ekipy z Phoenix i nie chcesz jeszcze bardziej się załamać, nie czytaj do końca tego akapitu. Na tablicach doszło do istnej rzezi niewiniątek. Goście sromotnie przegrali tę walkę 32:60.

Mimo wszystko, Gortat może zaliczyć to spotkanie do udanych. Wyrównał rekord kariery w liczbie zdobytych punktów (16, 6-10, 0-0, 4-7), trzykrotnie udało mu się zablokować rywali. Zanotował również 6 zbiórek, 3 faule, 1 asystę. Po raz kolejny nie był starterem, lecz zagrał dłużej (35:30) niż wybiegający w pierwszej piątce Robin Lopez (12:15). Coraz lepiej przebiega jego współpraca ze Stevem Nashem.

Gdyby jeszcze tylko wyniki jego zespołu były inne.

Liczniki odwiedzin